Polecamy i zapraszamy do czytania:
Archiwum autora: Kasia
Nowy dział: Kulinarna Strona Szkocji
Joanna Napiórkowska, Inverness
Witajcie!
Mam na imię Joanna. Niedawno zostałam poproszona o zajęcie się kulinarną stroną Szkocji, co wywołało mój szczery entuzjazm i – jakże by inaczej – pytanie „Od czego tu zacząć?”. Mówi się, że koniec wieńczy dzieło, więc postanowiłam zacząć od wieńca. Czyli od końca. Od deseru. Podpytując znajomych Wyspiarzy (zarówno tubylczych, jak i napływowych) o pierwsze skojarzenie „Szkocja + słodkości = ?”, uzyskałam niemalże jednogłośną odpowiedź: „Shortbread!”. Takiego wieńca jeszcze nie plotłam… Ale przecież na wszystko kiedyś przychodzi pora. Jako edytor naukowy, z doświadczenia wiem, że jedno źródło informacji to zdecydowanie za mało. Poświęciłam więc dzień na poszukiwanie i przeszukiwanie książek kucharskich oraz Internetu.
O tym, że shortbread to ciastko podobne do kruchych ciastek, wie każdy, kto choćby raz miał okazję je skosztować. Ale kto wiedział, że w 2006 roku owe ciasteczka stały się wizytówką Zjednoczonego Królestwa w Café Europe, w czasie austriackiej prezydencji Unii Europejskiej? Albo że w średniowieczu ciasto było spulchniane pianą powstałą podczas fermentacji drożdżowej przy warzeniu piwa, i dopiero od XIX wieku jest wypiekane bez tego składnika? Ja nie miałam pojęcia!
więcej: TUTAJ
Loch Awe Canoe Trip 2012
Ratujmy grób polskiego powstańca!
Grzegorz Pietrzak, Glasgow
PORUCZNIK JÓZEF F. GOMOSZYŃSKI – POWSTANIEC LISTOPADOWY
Necropolis. Największy cmentarz w Glasgow, wiktoriańska, monumentalna nekropolia zwana „miastem umarłych” skrywa ponad 50 tysięcy osób, pochowanych w ponad 3,5 tysiąca grobowcach. Znajduje się tu jeden jedyny, kto wie czy nie najstarszy w tym mieście, grób polski. Miejsce ostatniego spoczynku znalazł tu powstaniec listopadowy Józef Franciszek Gomoszyński. Autorem polskiego monumentu jest znany szkocki rzeźbiarz William Mossman I (1793-1851). Inskrypcja na grobie – wyryta w języku angielskim – głosi: “Józef F Gomoszyński – były porucznik Wojska Polskiego, który walczył o niepodległość swojego kraju w 1830 i zmarł na wygnaniu w Greenock 27 października 1845 w wieku 32 lat”. Rzeźbiarską perełką niewielkiego monumentu jest godło Polski z
okresu Powstania Listopadowego. W polu herbowym znajdują się godła Polski i Litwy, zwieńczone koroną i krzyżem. Całość otoczona jest okręgiem z pasa żołnierskiego z napisem (tym razem w języku polskim): „Boże zbaw Polsk.” (zamiast litery „ę” znajduje się kropka). Niestety herb ostatnimi laty uległ dużemu zniszczeniu.
O samym Gomoszyńskim niewiele wiadomo. W Powstaniu 1830 był 17-letnim młodzieńcem, który służył w stopniu oficerskim w 1 Regimencie (Pułku) Ułanów. Nie wiadomo czy był w niewoli rosyjskiej czy w 1831 udał się na emigrację. Nie ma też informacji, kiedy i jak zawitał do Szkocji. Być może przebywał jakiś czas we Francji. Dwa lata przed śmiercią, w 1843 roku wydał książkę „A course of three lectures on the history of Poland, from her first existence as a nation, to the present time”, która po dziś dzień wydawana jest m.in. w Glasgow, w formie reprintów. Archiwa biblioteki Greenock Watt Library potwierdzają datę i podają dokładne miejsce zgonu – Greenock, 4 Boyd Street.
W 1832 roku z inicjatywy ks. Adama Jerzego Czartoryskiego została powołana brytyjska organizacja społeczna Literary Association of the Friends of Poland (Stowarzyszenie Literackie Przyjaciół Polski) pod przewodnictwem szkockiego poety Thomasa Campbella. Głównym celem jego działalności była mobilizacja brytyjskiej opinii publicznej wokół sprawy polskiej po stłumieniu Powstania Listopadowego przez Rosję. Jest wielce prawdopodobne, że Campbell, który zmarł rok wcześniej od Polaka, znał osobiście Gomoszyńskiego.
Tajemnicza postać polskiego powstańca pochowanego w szkockiej ziemi skrywa wiele zagadek, które czekają na odkrycie. Może warto zastanowić się także nad renowacją tej chyba najcenniejszej polskiej pamiątki w Glasgow? Warto na pewno udać się na jego grób i zapalić tu – w hołdzie dla niego i Polski – znicz.
http://archiver.rootsweb.ancestry.com/th/read/HERBARZ/2004-09/1095065062
http://www.glasgownecropolis.org/profiles/joseph-f-gomoszynski/
Cock-a-leekie
Cock-a-leeks, czyli kogut z porami, to jedna z tradycyjnych szkockich potraw. Źródła historyczne wspominają o niej już pod koniec XVI wieku, kiedy pewien szkocki szlachcic zaserwował ją swoim gościom wzbudzając ich niezwykły zachwyt. Do dzisiaj przygotowywana jest jako starter na wieczory Roberta Burnsa lub listopadową kolację w dniu Św. Andrzeja, Patrona Szkocji. Z uwagi na rozgrzewające właściwości często jest daniem typowo zimowym. Przepisów na tę zupę jest tyle, ilu jest w Szkocji kucharzy (i kucharek). Niektórzy preferują ściśle tradycyjne dodatki: pory, marchew i ziemniaki, inni decydują się na doprawienie zupy suszoną śliwką, brązowym cukrem, jeszcze inni twierdzą, że cock-a-leeks bez tymianku nie może zaistnieć.
Po pierwsze: potrzebna nam baza, czyli rosół. Tradycyjny – wygotowany z kogucika, tłusty, niezdrowy, ale bardzo smaczny. W unowocześnionej (mojej) wersji pojawia się rosłek z wegetariańskiej kostki z łyżką oliwy i z kurczakowych nóżek gotowanych bez skórki pełnej niezdrowego cholesterolu. Koniecznie z dodatkiem cebuli, na polski sposób opalonej nad żywym ogniem. Do rosołku dodajemy marchewkę i pory (dużo, bo są przecież głównym skladnikiem) pocięte w paseczki lub kostkę. Dawniej podsmażano je jeszcze przed dodaniem na gęsim smalcu. Dodajemy lubczyk, czyli maggi – prosto z butelki. Do tego ziele angielskie i liście laurowe, chociaż te najlepiej przysmażyć wcześniej z cebulką i pieprzem dla pogłębienia ich niezwykłego aromatu.
Na koniec doprawiamy solą i pieprzem, obowiązkowo tymiankiem oraz suszoną śliwką i brązowym cukrem. Można zagęścić ją ryżem.
Świetna. Rozgrzewająca. Zdrowa. I naprawdę bardzo szkocka.
A tutaj jeszcze jeden z niezliczonych przepisów:
Kamień Przeznaczenia – Stone of Destiny
“Wszystko, czego chciałem, to obudzić Szkotów” – wspomina po latach Ian Hamilton, który w Boże Narodzenie 1950 roku wtargnął do Opactwa Westminsterskiego w Londynie, aby wykraść znajdujący się tam od wieków Kamień ze Scone.
Po gealicku nazwany Lia Fáil, kamień koronacyjny królów Szkocji, a po roku 1296, także królów Anglii i Wielkiej Brytanii zwany był też “mówiącym” lub “proroczym” kamieniem, gdyż – wg legendy – miał on wskazywać kolejnego władcę. Kilka mil w górę od rzeki Perth znajduje się historyczne Opactwo Scone, w którym zwyczajowo koronowano królów szkockich. To właśnie tam, w świętym niegdyś miejscu, dziś zupełnie zapomnianym i zarośniętym trawą, przechowywany był Kamień Koronacyjny, czyli Kamień Przeznaczenia, i wg starych kronik, nie było króla Szkocji, który by pierwej, w czasie koronacji, nie usiadł na tym kamieniu, w Scone, którą pierwsi władcy wyznaczyli na stolicę Alby. Był to przez długie wieki symbol dumy i niezależności dla Szkotów, ale skradziony i pogadliwie umieszczony w Westminster pod koronacyjnym siedzeniem reprezentował podległość Szkocji wobec Anglii przez 700 kolejnych lat.
Z Wikipedii: Ustna tradycja i legenda mówi, że kamień ten służył Jakubowi jako poduszka w Betel, gdzie Jakub doznał objawienia. Kamień został następnie przywieziony z Syrii do Egiptu przez Gatelusa, który uciekając przed zarazą pożeglował, za radą Mojżesza, Nilem i morzem do Hiszpanii. Stąd kamień dotarł do Szkocji i od momentu wstąpienia na tron Kennetha I podczas ceremonii koronacyjnej sadzano na nim każdego kolejnego władcę tego kraju. Lia Fáil pozostawał w opactwie Scone do 1296 roku, kiedy to Edward I Długonogi zabrał go do londyńskiego Westminsteru. Od tego czasu kamień ten leżał pod tronem królewskim, w trakcie uroczystości koronacyjnych wszystkich królów Anglii i – od XVIII wieku – Wielkiej Brytanii. Pod naciskiem szkockich nacjonalistów Anglicy w 1996 roku zgodzili się oddać Kamień Przeznaczenia – w listopadzie tegoż roku powrócił do Szkocji i został umieszczony w Zamku Edynburskim. Badania naukowe nie przyniosły legendzie potwierdzenia, pozostaje faktem, że Kamień ze Scone nie stracił nic ze swej symbolicznej wymowy nawet po 700 latach “niewoli” w katedrze westminsterskiej.
O kamieniu ze Scone opowiada scenariusz filmu, który powstał na podstawie książki Iana Hamiltona opisującej wydarzenia z roku 1950, kiedy to autor wraz z grupą przyjaciół udał się w szaloną podróż z Glasgow do Londynu z misją odzyskania królewskiej pamiątki. W czasie podróży kamień rozpadł się na pół. Obie połówki ukryto z zamiarem późniejszego zabrania do kraju. Nie było to jednak takie łatwe… ale o tym film, który obejrzeć serdecznie polecam.
A tutaj jeszcze dwa ciekawe artykuły na temat:
http://www.newsweek.pl/wydania/0/kamien-przeznaczenia,37932,1,1
fragm. Szkocja może odłączać się od Wielkiej Brytanii, dostała właśnie do ręki ostateczny argument. BBC poinformowała, że archeolodzy z Uniwersytetu w Glasgow odkryli w Perthshire pozostałości opactwa Scone, w którym już ponad tysiąc lat temu zwykli koronować się szkoccy władcy. Legenda stawia jasne wymagania: każdy, kto chce legalnie i na stałe przejąć władzę w kraju, musi wejść do opactwa Scone i usiąść na Kamieniu Przeznaczenia. Kamień – blok czerwonego piaskowca, o wymiarach 65 na 40 centymetrów – Szkoci mają u siebie już od 1996 r., kiedy to Anglicy wielkodusznie postanowili, że po trwającej siedemset lat konfiskacie oddadzą sąsiadom ich świętość. Już wtedy zwolennicy rozwodu Szkocji i Anglii masowo ruszyli do pubów, by upić się ze szczęścia, a odkąd kilka tygodni temu zajrzeli do serwisów BBC, są chyba bliscy lewitacji. – Co tu komentować, sprawa jest jasna jak słońce. Bóg pokazał, że chce, byśmy wyzwolili się z niewoli! – zagrzmiał patetycznie kolega, którego wytropiłem w Edynburgu, by zapytać o komentarz do archeologicznej rewelacji.
http://przewodnik.onet.pl/europa/szkocja/kamien-przeznaczenia,1,32912810,artykul.html
fragm. “I tak oto nadszedł najczarniejszy dzień w historii Szkocji. Doszliśmy do miejsca, z którego nie ma odwrotu. Z suwerenności Szkocji, z jej honoru, godności i nazwy nic już nie pozostało”.
Tymi słowy diuk of Hamilton, przywódca stronnictwa antyangielskiego w Szkocji, żegnał niepodległość swego kraju. 16 stycznia 1707 r. parlament w Edynburgu uchwalił Act of Union: podstawę unii szkocko-angielskiej i powstania Wielkiej Brytanii.
Trzysta lat później w Szkocji słyszy się zupełnie inne słowa. “Czyż jest lepszy rok, by zacząć proces odzyskiwania suwerenności, niż rok trzechsetnej rocznicy tej nierównej unii? Dlatego należy jasno i otwarcie w referendum przedłożyć tę sprawę narodowi. Zbyt długo z tym zwlekaliśmy. Nadszedł czas, byśmy znowu stali się niepodległym krajem”.
Kasia Bednarz
Przystojny brunet mile widziany
Lang may yer lum reek! – to tradycyjne szkockie powitanie życzące długiego i szczęśliwego życia. Dosłowne tłumaczenie na język polski oznacza: “niech twój kominek długo się dymi”. Pozdrowienie to związane jest z pożegnaniem odchodzącego roku, kiedy zgodnie z pradawną tradycją Szkoci oczekują gości. Podobno najlepszą wróżbą dla wszystkich mieszkańców domu jest pojawienie się w pierwszej kolejności wysokiego przystojnego bruneta. Goście w tym dniu przybywają z darami dla gospodarzy, a najbardziej tradycyjny z nich to koszyk pełen chleba, soli i węgielków z pieca. Chleb ma oznaczać, że w nowym roku mieszkańcy nie zaznają głodu, sól to symbol, że życie będzie mieć smak, a kawałki węgla są obietnicą ciepła, którego tutaj tak bardzo brakuje.
Piękny zwyczaj, który bardzo przypomina nasze słowiańskie powitanie chlebem i solą…
I ja Was witam chlebem, solą i węglem, niech Wasze kominki dymią się bardzo, bardzo długo. Niech nigdy nie zabraknie Wam chleba, smaku życia i ciepła.
PS. A jeśli zawita tu jakiś przystojny brunet, to proszę o znak. I numer telefonu.
Kasia Bednarz
photo from: http://hilltop-house.blogspot.com/2010/12/lang-may-yer-lum-reek.html









