Cock-a-leekie

Cock-a-leeks, czyli kogut z porami, to jedna z tradycyjnych szkockich potraw. Źródła historyczne wspominają o niej już pod koniec XVI wieku, kiedy pewien szkocki szlachcic zaserwował ją swoim gościom wzbudzając ich niezwykły zachwyt. Do dzisiaj przygotowywana jest jako starter na wieczory Roberta Burnsa lub listopadową kolację w dniu Św. Andrzeja, Patrona Szkocji. Z uwagi na rozgrzewające właściwości często jest daniem typowo zimowym. Przepisów na tę zupę jest tyle, ilu jest w Szkocji kucharzy (i kucharek). Niektórzy preferują ściśle tradycyjne dodatki: pory, marchew i ziemniaki, inni decydują się na doprawienie zupy suszoną śliwką, brązowym cukrem, jeszcze inni twierdzą, że cock-a-leeks bez tymianku nie może zaistnieć.

Po pierwsze: potrzebna nam baza, czyli rosół. Tradycyjny – wygotowany z kogucika, tłusty, niezdrowy, ale bardzo smaczny. W unowocześnionej (mojej) wersji pojawia się rosłek z wegetariańskiej kostki z łyżką oliwy i z kurczakowych nóżek gotowanych bez skórki pełnej niezdrowego cholesterolu. Koniecznie z dodatkiem cebuli, na polski sposób opalonej nad żywym ogniem. Do rosołku dodajemy marchewkę i pory (dużo, bo są przecież głównym skladnikiem) pocięte w paseczki lub kostkę. Dawniej podsmażano je jeszcze przed dodaniem na gęsim smalcu. Dodajemy lubczyk, czyli maggi – prosto z butelki. Do tego ziele angielskie i liście laurowe, chociaż te najlepiej przysmażyć wcześniej z cebulką i pieprzem dla pogłębienia ich niezwykłego aromatu.

Na koniec doprawiamy solą i pieprzem, obowiązkowo tymiankiem oraz suszoną śliwką i brązowym cukrem. Można zagęścić ją ryżem.

Świetna. Rozgrzewająca. Zdrowa. I naprawdę bardzo szkocka. :)

A tutaj jeszcze jeden z niezliczonych przepisów:

How-to-Cook-a-Cock-A-Leekie-Soup-517016056

Kamień Przeznaczenia – Stone of Destiny

“Wszystko, czego chciałem, to obudzić Szkotów” – wspomina po latach Ian Hamilton, który w Boże Narodzenie 1950 roku wtargnął do Opactwa Westminsterskiego w Londynie, aby wykraść znajdujący się tam od wieków Kamień ze Scone.

Ian Hamilton

Po gealicku nazwany Lia Fáil, kamień koronacyjny królów Szkocji, a po roku 1296, także królów Anglii i Wielkiej Brytanii zwany był też “mówiącym” lub “proroczym” kamieniem, gdyż – wg legendy – miał on wskazywać kolejnego władcę. Kilka mil w górę od rzeki Perth znajduje się historyczne Opactwo Scone, w którym zwyczajowo koronowano królów szkockich. To właśnie tam, w świętym niegdyś miejscu, dziś zupełnie zapomnianym i zarośniętym trawą, przechowywany był Kamień Koronacyjny, czyli Kamień Przeznaczenia, i wg starych kronik, nie było króla Szkocji, który by pierwej, w czasie koronacji, nie usiadł na tym kamieniu, w Scone, którą pierwsi władcy wyznaczyli na stolicę Alby. Był to przez długie wieki symbol dumy i niezależności dla Szkotów, ale skradziony i pogadliwie umieszczony w Westminster pod koronacyjnym siedzeniem reprezentował podległość Szkocji wobec Anglii przez 700 kolejnych lat.

Z Wikipedii: Ustna tradycja i legenda mówi, że kamień ten służył Jakubowi jako poduszka w Betel, gdzie Jakub doznał objawienia. Kamień został następnie przywieziony z Syrii do Egiptu przez Gatelusa, który uciekając przed zarazą pożeglował, za radą Mojżesza, Nilem i morzem do Hiszpanii. Stąd kamień dotarł do Szkocji i od momentu wstąpienia na tron Kennetha I podczas ceremonii koronacyjnej sadzano na nim każdego kolejnego władcę tego kraju. Lia Fáil pozostawał w opactwie Scone do 1296 roku, kiedy to Edward I Długonogi zabrał go do londyńskiego Westminsteru. Od tego czasu kamień ten leżał pod tronem królewskim, w trakcie uroczystości koronacyjnych wszystkich królów Anglii i – od XVIII wieku – Wielkiej Brytanii. Pod naciskiem szkockich nacjonalistów Anglicy w 1996 roku zgodzili się oddać Kamień Przeznaczenia – w listopadzie tegoż roku powrócił do Szkocji i został umieszczony w Zamku Edynburskim. Badania naukowe nie przyniosły legendzie potwierdzenia, pozostaje faktem, że Kamień ze Scone nie stracił nic ze swej symbolicznej wymowy nawet po 700 latach “niewoli” w katedrze westminsterskiej.

O kamieniu ze Scone opowiada scenariusz filmu, który powstał na podstawie książki Iana Hamiltona opisującej wydarzenia z roku 1950, kiedy to autor wraz z grupą przyjaciół udał się w szaloną podróż z Glasgow do Londynu z misją odzyskania królewskiej pamiątki. W czasie podróży kamień rozpadł się na pół. Obie połówki ukryto z zamiarem późniejszego zabrania do kraju. Nie było to jednak takie łatwe… ale o tym film, który obejrzeć serdecznie polecam.

A tutaj jeszcze dwa ciekawe artykuły na temat:

http://www.newsweek.pl/wydania/0/kamien-przeznaczenia,37932,1,1

fragm. Szkocja może odłączać się od Wielkiej Brytanii, dostała właśnie do ręki ostateczny argument. BBC poinformowała, że archeolodzy z Uniwersytetu w Glasgow odkryli w Perthshire pozostałości opactwa Scone, w którym już ponad tysiąc lat temu zwykli koronować się szkoccy władcy. Legenda stawia jasne wymagania: każdy, kto chce legalnie i na stałe przejąć władzę w kraju, musi wejść do opactwa Scone i usiąść na Kamieniu Przeznaczenia. Kamień – blok czerwonego piaskowca, o wymiarach 65 na 40 centymetrów – Szkoci mają u siebie już od 1996 r., kiedy to Anglicy wielkodusznie postanowili, że po trwającej siedemset lat konfiskacie oddadzą sąsiadom ich świętość. Już wtedy zwolennicy rozwodu Szkocji i Anglii masowo ruszyli do pubów, by upić się ze szczęścia, a odkąd kilka tygodni temu zajrzeli do serwisów BBC, są chyba bliscy lewitacji. – Co tu komentować, sprawa jest jasna jak słońce. Bóg pokazał, że chce, byśmy wyzwolili się z niewoli! – zagrzmiał patetycznie kolega, którego wytropiłem w Edynburgu, by zapytać o komentarz do archeologicznej rewelacji.

http://przewodnik.onet.pl/europa/szkocja/kamien-przeznaczenia,1,32912810,artykul.html

fragm. “I tak oto nadszedł najczarniejszy dzień w historii Szkocji. Doszliśmy do miejsca, z którego nie ma odwrotu. Z suwerenności Szkocji, z jej honoru, godności i nazwy nic już nie pozostało”.

Tymi słowy diuk of Hamilton, przywódca stronnictwa antyangielskiego w Szkocji, żegnał niepodległość swego kraju. 16 stycznia 1707 r. parlament w Edynburgu uchwalił Act of Union: podstawę unii szkocko-angielskiej i powstania Wielkiej Brytanii.

Trzysta lat później w Szkocji słyszy się zupełnie inne słowa. “Czyż jest lepszy rok, by zacząć proces odzyskiwania suwerenności, niż rok trzechsetnej rocznicy tej nierównej unii? Dlatego należy jasno i otwarcie w referendum przedłożyć tę sprawę narodowi. Zbyt długo z tym zwlekaliśmy. Nadszedł czas, byśmy znowu stali się niepodległym krajem”.

Kasia Bednarz 

Przystojny brunet mile widziany

Lang may yer lum reek! – to tradycyjne szkockie powitanie życzące długiego i szczęśliwego życia. Dosłowne tłumaczenie na język polski oznacza: “niech twój kominek długo się dymi”. Pozdrowienie to związane jest z pożegnaniem odchodzącego roku, kiedy zgodnie z pradawną tradycją Szkoci oczekują gości. Podobno najlepszą wróżbą dla wszystkich mieszkańców domu jest pojawienie się w pierwszej kolejności wysokiego przystojnego bruneta. Goście w tym dniu przybywają z darami dla gospodarzy, a najbardziej tradycyjny z nich to koszyk pełen chleba, soli i węgielków z pieca. Chleb ma oznaczać, że w nowym roku mieszkańcy nie zaznają głodu, sól to symbol, że życie będzie mieć smak, a kawałki węgla są obietnicą ciepła, którego tutaj tak bardzo brakuje.

Piękny zwyczaj, który bardzo przypomina nasze słowiańskie powitanie chlebem i solą…

I ja Was witam chlebem, solą i węglem, niech Wasze kominki dymią się bardzo, bardzo długo. Niech nigdy nie zabraknie Wam chleba, smaku życia i ciepła.

PS. A jeśli zawita tu jakiś przystojny brunet, to proszę o znak. I numer telefonu. :)

Kasia Bednarz

photo from: http://hilltop-house.blogspot.com/2010/12/lang-may-yer-lum-reek.html